4 maja 1921 roku w Dynowie, w rodzinie miejscowego urzędnika sądowego, urodził się Stanisław Barański. Miał dwóch braci i trzy siostry. Po kilku latach rodzina przeprowadziła się do Rozwadowa, później do Rzeszowa. Tu najstarszy z braci – Emil – zdał maturę w I Gimnazjum, natomiast Stanisław przed wybuchem wojny zdążył zaliczyć trzecią klasę.
1 maja 1940 roku, w wyniku obławy na rzeszowską młodzież podejrzewaną o udział w nielegalnej organizacji, Gestapo aresztowało 40 młodych ludzi. Wśród nich Emila i Stanisława Barańskich. Najpierw bracia trafili do więzienia w Rzeszowie, później do Tarnowa, a stamtąd 14 czerwca 1940 roku, w grupie ponad siedmiuset współtowarzyszy niewoli, zostali przewiezieni do powstającego obozu Auschwitz. Nazwiska musieli zamienić na numery. Staszkowi przydzielono numer 132, Emilowi – 377.
Ze szczątkowych relacji wynika, że obydwaj bracia po jakimś czasie znaleźli pracę w szpitalu SS. W obozowych warunkach było to zatrudnienie wymarzone: z lepszym wyżywieniem, znośniejszymi warunkami życia i mniejszym zagrożeniem ze strony bestialskich strażników. We wspomnieniach pojawia się informacja, że obydwaj byli bardzo mocno zaangażowani w więźniarską samopomoc. Wspierali słabszych, pomagali w znalezieniu lepszej pracy i pożywienia.
We wrześniu 1940 roku do Auschwitz wraz z transportem warszawskim trafił rotmistrz Witold Pilecki. Posługując się fałszywymi dokumentami na nazwisko Tomasz Serafiński, dał się schwytać w ulicznej łapance, by na własne oczy zobaczyć, co dzieje się w obozie. Z jego inicjatywy w Oświęcimiu powstał tajny Związek Organizacji Wojskowej.
Od początku z Pileckim związali się bracia Barańscy. Szczególnie zaangażowany w konspirację był Stanisław, który – jak wynika z zachowanych materiałów – miał być w pewnym momencie „prawą ręką” rotmistrza i jego łącznikiem. Jedną z osób, które zawdzięczały Barańskim życie, był Tadeusz Pietrzykowski, uzdolniony bokser warszawskiej Legii i wychowanek słynnego trenera Feliksa Stamma. Podobnie jak bracia, Pietrzykowski trafił do Auschwitz z pierwszym transportem. W obozie musiał – ku uciesze SS-manów – boksować. Wiosną 1941 roku zaangażował się w konspirację. Tak wspominał później swój kontakt z Pileckim:
„Nie pamiętam już nazwiska więźnia, który mnie z nim skontaktował. W każdym razie po nawiązaniu znajomości zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że mieliśmy wspólnych znajomych w kręgu kawalerzystów. Później prosił mnie kilka razy o załatwienie jakiejś sprawy. Czynił to za pośrednictwem Staszka Barańskiego, bo sam nie chciał się narażać na donosy ze strony szpicli obozowego gestapo.”
Barańscy wraz z Pileckim uratowali Pietrzykowskiemu życie, gdy ten po jednej z walk trafił do obozowego szpitala. Pod pretekstem wstrzyknięcia witamin zakażono go tyfusem – miał być królikiem doświadczalnym w eksperymentach pseudomedycznych. Tracił przytomność, był osłabiony, gorączkował. W dniu zaplanowanej przez SS selekcji w szpitalu, która zapewne skończyłaby się jego śmiercią, pojawił się Pilecki razem z braćmi Barańskimi. Wydostali Pietrzykowskiego ze szpitala, a później załatwili mu przydział do lżejszej pracy.
„Wraz z Tomaszem Serafińskim przybyli dwaj więźniowie – Stanisław i Emil Barańscy. Pomogli mu wstać i zaprowadzili do bloku, w którym spał przed umieszczeniem go w szpitalu. W ten sposób prawdopodobnie uchronili go od śmierci. Następnie pomogli mu dostać przydział do nowej pracy w SS-Revier, czyli szpitalu dla esesmanów. Początkowo pracował jako sprzątacz, z czasem nauczył się więcej i został samodzielnym sanitariuszem. Oprócz tego ciągle jeszcze musiał walczyć.”
Pietrzykowski tak później w jednym z listów charakteryzował Stanisława, którego uważał za najserdeczniejszego przyjaciela:
„Człowiek młody – 1921 r., harcerz, maturzysta, niebywale zdolny, jak i szlachetny, oddał nieocenione zasługi w konspiracji obozowej (…). W takim komandzie, przy takich kolegach człowiek zaczął czuć się spokojny i mocniej uwierzył w swoją gwiazdę. Tym kolegom i im podobnym, dużo ludzi w obozie zawdzięcza pomoc i ratunek w wielu wprost beznadziejnych sytuacjach.”
Barańscy przebywali w Auschwitz do 14 czerwca 1943 roku, gdy zostali wysłani do obozu w Neuengamme. Tym samym transportem jechał też Pietrzykowski, później jednak skierowany do Bergen-Belsen, gdzie 15 kwietnia 1945 roku doczekał wyzwolenia. Przetrwał w dużej mierze dzięki bokserskim umiejętnościom – jego walki były rozrywką dla strażników.
Barańscy pozostali w Neuengamme do końca istnienia obozu. Razem z tysiącami innych więźniów maszerowali w kierunku Zatoki Lubeckiej, gdzie zostali załadowani na statki. 3 maja 1945 roku, już po upadku Berlina, Emil i Stanisław znaleźli się na statku „Cap Arcona”. Alianci, obawiając się, że statkami uciekać będą oddziały niemieckie, dokonali bombardowania. W jego wyniku zginęły tysiące więźniów, w tym bracia Barańscy. Ich nazwiska znajdują się na kamieniach ustawionych w Rzeszowie, tuż przy pomniku „Przejście” autorstwa innego więźnia Auschwitz, wybitnego artysty Józefa Szajny.
(s)
