Ciekawostki o powiecie

Ciekawostki o powiecie

26.10.1906 – W Świlczy urodził się Józef Kubicz, prof. medycyny, wybitny dermatolog, twórca wielu preparatów dermatologicznych.
25.10.1947 poświęcony i oddany do użytku został pierwszy cmentarz parafialny w Trzebownisku. Dotychczas miejscowych zmarłych chowano na cmentarzu na Staromieściu.
23.10.1943 – W niemieckiej zasadzce w Zalesiu pod Rzeszowem zginął żołnierz jednostki dywersyjnej AK Stefan Rudnicki. Pochodził z Chmielnika. Okrążony przez wroga mimo ran bronił się do ostatniego naboju, a widząc, że znajduje się w sytuacji beznadziejnej, wysadził się granatem.

Powiat Rzeszowski jest jednym z największych powiatów w województwie podkarpackim. W jego skład wchodzi ogółem 14 gmin. Z tej części regionu pochodzi wiele znanych osób. Znajduje się tutaj mnóstwo atrakcji historycznych i turystycznych.

Przedstawiamy warte polecenia ciekawostki i sylwetki wybitnych mieszkańców powiatu rzeszowskiego. Oto najciekawsze z nich:

Kolejka wąskotorowa

kolejka wąskotorowa w Dynowie

Niewątpliwą atrakcją cieszącą się dużym zainteresowaniem wśród turystów jest kolejka wąskotorowa. Pociąg kursuje między Przeworskiem a Dynowem, w dolinie rzeki Mleczki oraz Sanu, między Kotliną Sandomierską a Pogórzem Dynowskim. Na trasie kolejki znajduje się najdłuższy w Europie tunel kolei wąskotorowej liczący 602 metry, który powstał w pierwszych latach XX wieku. Tunel obmurowany jest kamieniem i przykryty trzydziestometrową warstwą ziemi. Ogromne wrażenie robi on zimą, gdy jest pokryty soplami lodowymi.

Dynowska Stara Kuźnia

Kiedy już dojedziemy kolejką wąskotorową do Dynowa, to warto odwiedzić Dynowską Starą Kuźnię. Jest to obiekt, który ma przypominać o dawnej kowalskiej profesji. Zawód ten był dawniej niezwykle ważny i potrzebny. Budynek jest odwzorowaniem XIX-wiecznej starej kuźni. Znajduje się w nim miech z 1893 r. i wiele innych starodawnych narzędzi kowalskich. W budynku muzealnej kuźni zatrzymał się czas. O tym już niestety zamierającym rzemiośle można porozmawiać z właścicielem kuźni, który podtrzymuje i kultywuje tradycje rodzinne trzech pokoleń.

Wzgórze Magdalenka

Niedaleko od Rzeszowa znajduje się niezwykły punkt widokowy – Wzgórze Magdalenka, zwane też Kopcem, które sięga 399 m n.p.m. Jest pierwszym od strony miasta wzniesieniem Pogórza Dynowskiego. Rozpościera się stąd piękny widok na Rzeszów. Można dojrzeć również szczyty: Wilcze nad Gwoźnicą (510 m. n.p.m. ), Suchą Górę (591 m. n.p.m. ), Chełm (528 m. n.p.m.), Bardo (534 m m. n.p.m.) i Klonową Górę (525 m. n.p.m.). Kościółek w MalawiePrzy doskonałej pogodzie można zobaczyć szczyty Tatr. Na wzgórzu stoi wybudowany w XVIII w. murowany kościółek pw. św. Marii Magdaleny. Legenda głosi, iż ufundował go książę Jerzy Ignacy Lubomirski, podobno jako zadośćuczynienie za zabójstwo.

Kaskada Solankowa w Sołonce

Zaledwie kilkanaście kilometrów od Rzeszowa, na terenie gminy Lubenia, a konkretnie w miejscowości Sołonka, znajduje się Kaskada Solankowa. To miejsce bogate w jod, gdzie osoby mające problemy z tarczycą mogą znacznie podreperować swoje zdrowie. Źródło słonej wody w Sołonce jest pozostałością okresu mioceńskiego, kiedy to tereny Podkarpacia pokryte były ciepłym morzem (ok. 23 mln – 5 mln lat temu). Są częścią tzw. solanek podkarpackich występujących wzdłuż Pogórza Karpackiego, w pasie solanek sanocko-przemyskich, w zachodniej części żup ruskich. Były eksploatowane na pewno w XVI i XVII wieku, gdy warzono tu sól na dużą skalę. Znajduje się tu studnia solankowa z 1596 roku (badania dendrochronologiczne AGH Kraków), o głębokości 26 metrów, ocembrowana drewnem sosnowym zgodnie z techniką na tzw. zrąb. W latach 2009 – 2010 powstała w tym miejscu kaskada solna o źródło solankowe w Sołoncecharakterze zdrojowym, gdyż występujący w solankach jod ma właściwości zdrowotne. Budowę kaskady sfinansowano ze środków Gminy Lubenia oraz Unii Europejskiej w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013.

Zespół Pałacowo – Parkowy w Boguchwale

Warto znaleźć czas na to, by wybrać się do Boguchwały, gdzie można zobaczyć Zespół Pałacowo – Parkowy. Złożony jest on z pałacu, spichlerza, bramy wjazdowej i parku. Barokowy zespół pałacowy został wybudowany przez księcia Lubomirskiego z niespotykanym w tamtym czasie rozmachem (1724 r.). Głównym jego elementem jest wspaniała rezydencja barokowa, jedyna w swoim rodzaju, porównywalna często z założeniami wilanowskimi. Pałac stanowi dzisiaj fragment większej, symetrycznej całości i składa się z pawilonu piętrowego i parterowego łącznika. Całość ma formę wydłużonego prostokąta, na który składają się rzuty prostokątne pawilonu mieszkalnego i łącznika. Piętrowy pawilon (mieszkalny) nakryty jest dachem mansardowym. Kondygnacje zaznaczone są gzymsem kordonowym. Parterowy łącznik od zachodu zlicowany z pawilonem północnym – nakryty jest dachem

Pałac w Boguchwale

dwuspadowym. Od wschodu od strony ogrodowej pałac posiada galerię filarowo – arkadową z podcieniem, stanowiącą najistotniejszy element plastyczny zachowanej części pałacu. Obecnie w zabudowaniach pałacowych mieści się szkoła. Poniżej zabudowań znajdują się charakterystyczne kamienne tarasy.

Wystawa Zwierząt Hodowlanych w Boguchwale

W sąsiedztwie Zespołu Pałacowo – Parkowego w Boguchwale odbywa się największa w województwie podkarpackim Wystawa Zwierząt Hodowlanych oraz Dni Otwartych Drzwi, które od ponad 20 lat organizuje Podkarpacki Ośrodek Doradztwa Rolniczego. Odbywająca się corocznie impreza gromadzi czołowych rolników i producentów rolnych z tego regionu. Cieszy się dużym uznaniem wśród lokalnej społeczności, ponieważ można obejrzeć coraz rzadziej spotykane zwierzęta hodowlane, takie jak krowy, konie, króliki, szynszyle itp. W trakcie imprezy odbywają się również szkolenia i konferencje dla okolicznych rolników.

16 lipca 1934 roku wielka powódź nawiedziła powiat rzeszowski

W połowie lipca 1934 roku ówczesną Małopolskę środkową nawiedziły potężne ulewy i nawałnice. Na Podhalu gwałtownie wystąpiły tamtejsze rzeki i potoki, bardzo szybko powódź rozprzestrzeniła się na sąsiednie tereny.

Podtopione posesje w okolicach rzeszowa.
Podtopione posesje w okolicach Rzeszowa.

16 lipca woda zaczęła zalewać tereny powiatu rzeszowskiego. Jeszcze tego samego dnia doszło do pierwszej tragedii. W podrzeszowskiej wówczas Białej w nurtach rozszalałego Strugu zginęli żołnierze 17 pułku piechoty biorący udział w akcji ratowniczej: Franciszek Grzywa i Israel Faller. Przed śmiercią zdołali uratować trzy rodziny (15 osób). Zwłoki żołnierzy znaleziono po kilku dniach.

17 lipca kulminacyjna fala powodziowa dotarła do Rzeszowa. „Gazeta Rzeszowska” pisała:

– Rozluźniły się upusty niebieskie – potworne rozszerzenie naczyń. Deszcz lał kilka dni i nocy – bez przerwy – strumieniami. Wody wyszły z brzegów tak dalece, że czegoś podobnego najstarsi ludzie w Rzeszowie nie pamiętają. Woda na Wisłoku podniosła się ponad zwykły poziom o 7,30 metrów. W domach zbudowanych w ulicach nadrzecznych woda wkroczyła nie tylko do suteryn i piwnic – ale do mieszkań, które musiano szybko ewakuować. Niektóre domy położone na pagórkach sterczały jak wyspy pośrodku rozhukanych wód.

Powódź spowodowała ogromne zniszczenia, tym bardziej bolesne, że katastrofa nastąpiła w okresie przedżniwnym. Szacowano, że z 80 tysięcy hektarów ziemi uprawnej w powiecie rzeszowskim kataklizm dotknął aż 53 tysięcy hektarów, z czego 10 tys. uległo całkowitemu zniszczeniu. Straty w uprawach wyniosły 1,5 miliona ówczesnych złotych, na kolejne 2,5 miliona oszacowano szkody w inwentarzu żywym i martwym, zniszczonych drogach i mostach. 860 rodzin (4500 osób, w tym 1850 dzieci) pozostało bez dachu nad głową i środków do życia.

W całej Polsce straty spowodowane przez powódź z 1934 roku szacowano na około 60 milionów złotych. Obecnie przyjmuje się, że zginęło wówczas co najmniej 55 osób (prasa międzywojenna podawała dwukrotnie większą liczbę ofiar).

19.07.1934 r. Prezydent Ignacy Mościcki odwiedza powiat rzeszowski

Prezydent Ignacy Mościcki przyjeżdżał na Rzeszowszczyznę na zaproszenie obchodzącego 50-lecie działalności Okręgowego Towarzystwa Rolniczego w Rzeszowie. Głównym celem wizyty było zwiedzenie istniejących w powiecie spółdzielni i szkół rolniczych. Na trasie jego podróży znalazły się m.in. ówczesne samodzielne gminy wiejskie: Zalesie, Zaczernie i Staromieście.

Prezydent Ignacy Mościcki - w jasnym ubraniu - w towarzystwie ordynata łańcuckiego Alfreda Potockiego 19.07.1929 roku.
Prezydent Ignacy Mościcki – w jasnym ubraniu – w towarzystwie ordynata łańcuckiego Alfreda Potockiego 19.07.1929 roku.

Jadąca od strony Krakowa kawalkada samochodów z głową państwa zawitała na Rzeszowszczyznę już 18 lipca wieczorem, witana uroczyście na granicy powiatu rzeszowskiego (jednocześnie zachodniej granicy województwa lwowskiego) przez starostę rzeszowskiego Artura Friedricha i wojewodę lwowskiego Wojciecha Agenora Gołuchowskiego. Następnie Ignacy Mościcki z towarzyszącą mu świtą udał się na nocleg do majątku prezesa Okręgowego Towarzystwa Rolniczego Jana Gumińskiego w Zalesiu.
19 lipca rano prezydent Mościcki uczestniczył w posiedzeniu Okręgowego Towarzystwa
Rolniczego w Rzeszowie, po czym udał się do Zaczernia, gdzie oglądał zaimprowizowaną wystawę bydła i trzody, później zwiedzał budynek Państwowej Szkoły Mleczarskiej w Staromieściu. Tygodnik „Ziemia Rzeszowska” tak relacjonował pobyt głowy państwa w szkole:

– Sam budynek świeżo rozszerzony – ładnie utrzymany i udekorowany. Słuchacze i pracownicy szkolni ustawieni w szeregu w białych bluzach, w takiej samej dyrektor szkoły. p. Licznerski, witali Dostojnego Gościa. Chór dzieci szkolnych zgromadzony na podwórzu był miłą niespodzianką. P. Prezydent przeszedł przez hale maszyn, serownię, sale badań bakteriologicznych i chemicznych – Dyr. szkoły udzielał fachowych objaśnień, a P. Prezydent odniósł jak najlepsze wrażenia i nie szczędził słów uznania dzielnemu dyrektorowi szkoły.

Popołudniu prezydencki orszak ruszył w kierunku Łańcuta i Przeworska.

25.07.1904 r. wybuchł wielki pożar Sokołowa Małopolskiego, w ciągu kilku godzin ogień strawił niemal całe miasteczko.

W przeciągu zaledwie trzech godzin centrum Sokołowa Małopolskiego, galicyjskiego miasteczka nieopodal Rzeszowa, zamieniło się w zgliszcza. Tragiczny pożar na szereg lat wstrzymał rozwój miejscowości.

odbudowa ratuszaPożary, obok zaraz, przez wieki były plagą miasta, w którym dominowała drewniana zabudowa. Poprzedni wielki kataklizm miał miejsce jesienią 1863 roku, trawiąc sporą część zabudowy. Według szacunków spłonęło wówczas 150-170 domów, głównie tych zamieszkałych przez ludność żydowską stanowiącą ok. 40 procent populacji.

Przełom XIX i XX wieku był jednak dla miasteczka okresem rozwoju. W 1900 roku zamieszkiwało tu 4844 osoby. Liczba ta w 1904 roku wzrosła do 4930. Szczęśliwy okres w życiu sokołowian został brutalnie przerwany 25 lipca 1904 roku. Kroniki milczą na temat szczegółowych przyczyn dramatu, który rozpoczął się około godziny ósmej. Podawane przez nie dane są jednak zatrważające.

W przeciągu zaledwie paru godzin ogień pochłonął – jak skrupulatnie wyliczono – 581 domostw. Około siedmiuset rodzin straciło dach nad głową i często cały dorobek życia. Spłonęły najważniejsze budynki w miasteczku: drewniany kościół farny i synagoga, urzędy gminny i skarbowy, apteka, parafialny szpital, żydowska szkołą i nieukończony jeszcze dom ludowy. Ostało się jedynie 130 domów chrześcijańskich i 10 żydowskichzgliszcza apteki

Pożar okazał się nie tylko jednorazową katastrofą. Wstrzymał rozwój miasteczka na długi czas. Zgliszcza opuściło wielu mieszkańców, zwłaszcza narodowości żydowskiej. Nasiliła się emigracja, szczególnie tych zamożniejszych obywateli, do Stanów Zjednoczonych. Wraz ze spadkiem liczby mieszkańców następował spadek znaczenia miejscowości. Tego procesu nie powstrzymało ani szczęśliwe wyjście Sokołowa z I wojny światowej bez większych zniszczeń, ani odzyskanie niepodległości. Kolejno wyprowadzano stąd urzędy, m.in. urząd podatkowy. Mimo, że miasteczko znalazło się na terenie Centralnego Okręgu Przemysłowego i w stosunkowo niedużej odległości od rozwijających się centrów przemysłowych, jak chociażby Rzeszów, Stalowa Wola czy Mielec, nie powstały tu żadne liczące się zakłady przemysłowe. Zrezygnowano nawet z planów przeprowadzenia przez miasteczko linii kolejowej. Efekt był taki, że w przededniu wybuchu II wojny światowej mieszkało tu ponad tysiąc osób mniej niż przed pożarem. W 1938 roku przebywało tu 3864 osób, w tym 2370 chrześcijan i 1485 izraelitów. II wojna światowa, jak wiemy, przyniosła z kolei zagładę żydowskiej ludności Sokołowa.

sokołów przed II wojną światowąPo pożarze usiłowano wprowadzić obowiązek stawiania w miasteczku budynków murowanych, życie jednak zweryfikowało te plany, mimo, iż faktem jest, że liczba ceglanych budów znacznie wzrosła, pojawiło się więcej gmachów piętrowych. Spadku znaczenia nie wstrzymały nawet próby odbudowy i nowe inwestycje: w 1907 roku rozpoczęto budowę ratusza, zaczęto układać trotuary. W 1908 roku przystąpiono do budowy nowej świątyni katolickiej. Co ciekawe, finansowo pomogła w niej, ostała w Sokołowie, ludność żydowska.

(j)

Fot. archiwum

 

 

Na dziedzictwo kulturowe i tożsamość Powiatu Rzeszowskiego nie składają się tylko miejsca i wydarzenia ale również ludzie wywodzący się z tej części Podkarpacia.

Stanisława Kopiec

Wybitna poetka z Lubeni. Urodziła się 27 marca 1953 roku we wspomnianej Lubeni, gdzie mieszkała i tworzyła. Należała do najbardziej utalentowanych i cenionych poetek Podkarpacia. Debiutowała w 1967 roku w Zielonym Sztandarze. To laureatka wielu prestiżowych nagród literackich, ogólnopolskich i międzynarodowych. Zmarła 2 marca 2012 roku. Od kilku lat Gminna Biblioteka Publiczna w Lubeni organizuje ogólnopolski konkurs dla poetów „O Lubeński Dzwon”.

Tadeusz Nalepa

Ojciec polskiego bluesa. Urodził się 26 sierpnia 1943 roku w Zgłobniu. Zmarł 4 marca 2007 roku w Warszawie. Był kompozytorem, wokalistą, gitarzystą i autorem tekstów piosenek, założycielem grupy Blackout, której sława wyszła daleko poza granice Polski. W wieku 20 lat miał swój debiut na II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie, na którym występował wraz ze swoją przyszłą żoną Mirą Kubasińską. W celu upamiętnienia i promowania twórczości Tadeusza Nalepy od wielu lat organizowany jest Breakout Days. Festiwal inspirowany działalnością artysty jest skierowany do wszystkich, którym bliska jest muzyka zespołu Breakout. Młodzi twórcy mogą zaprezentować swoje umiejętności, jak również wymienić doświadczenia.

Kasia Sobczyk

To ikona polskiej piosenki lat sześćdziesiątych. Urodziła się w Tyczynie 21 lutego 1945 roku, zmarła w Warszawie 28 lipca 2010 roku. Jako mała dziewczynka opuściła rodzinne strony, jednak nigdy nie zapomniała o miejscu swego pochodzenia. To wykonawczyni takich szlagierów, jak “Mały książę” i “O mnie się nie martw”. Od 10 lat organizowany jest w Tyczynie Festiwal Kasi Sobczyk o Złotą Różę Małego Księcia, a w 10. rocznicę śmierci artystki powstał mural ku jej pamięci.

Piotr Skałuba

Jest jednym z najbardziej znanych współczesnych tenorów. Pochodzi z Harty k. Dynowa. To absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku, kształcący się pod kierunkiem prof. Piotra Kusiewicza. W 1996 roku debiutował jako Ernest w Operze G. Doniziettego „Don Pasquale” na scenie Opery Bałtyckiej. Wystąpił w Watykanie, w Bazylice Świętego Piotra, w koncercie pod batutą prof. Jerzego Katlewicza, w obecności Papieża Jana Pawła II. Obecnie jest pierwszym tenorem Państwowej Opery Bałtyckiej w Gdańsku. Należy również przypomnieć jego wspaniałe wykonanie w 2006 r. opery „Ca Ira”, autorstwa Rogera Watersa z Pink Floyd. W 2006 roku został nominowany do nagrody Fryderyka za swoją solową płytę pt.” Polish Song”.

To tylko nieliczni przedstawiciele i miejsca Powiatu Rzeszowskiego, o których warto wspomnieć. W każdej gminie możemy znaleźć nietuzinkową osobowość lub miejsce, które rozsławia ten region. Zachęcamy do dzielenia się z nami swoją wiedzą o takich osobach i miejscach.

Kazimierz Badeni

Kazimierz Badeni około 1890 roku. Fot. Biblioteka Narodowa.
Kazimierz Badeni około 1890 roku. Fot. Biblioteka Narodowa.

9 lipca 1909 roku zmarł Kazimierz Badeni, jeden z najbardziej znanych i wpływowych polityków galicyjskich przełomu XIX i XX wieku, Starosta Rzeszowski, namiestnik Galicji, Premier Austrii.

Kazimierz Feliks Badeni urodził się 18 października 1846 roku w Surochowie. Pochodził z rodziny wołoskiej osiadłej na ziemiach polskich. Po ukończeniu Gimnazjum św. Anny w Krakowie i studiów prawniczych na Uniwersytecie Jagiellońskim rozpoczął pracę w delegaturze cesarsko-królewskiego Namiestnika Galicji w Krakowie, przez pewien czas pracował w wiedeńskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Prawdziwą karierę polityczną rozpoczął w 1871 roku, gdy został mianowany starostą w Żółkwi. Po dwóch latach, w 1873 roku został przeniesiony na takie samo stanowisko do Rzeszowa. W okresie autonomii galicyjskiej starosta był najwyższym przedstawicielem władzy państwowej w powiecie i organem zwierzchnim dla gmin. Do jego zadań należało m.in. organizowanie wyborów lokalnych do rad gminnych i powiatowych oraz galicyjskiego Sejmu Krajowego i austriackiej Rady Państwa. Starosta nadzorował pracę naczelników (burmistrzów) gmin, stowarzyszeń, lokalnej prasy. Odpowiadał za realizację ustaw na podległym sobie terenie.

Starostą Rzeszowskim Kazimierz Badeni był przez siedem lat, do 1879 roku, wtedy przeszedł na podobne stanowisko do Krakowa. W 1888 roku został namiestnikiem Galicji. Wiele jego działań na tym stanowisku uchodziło za kontrowersyjne, mocno angażował się w polityczne walki w prowincji, ale jednocześnie doceniano, że potrafi wykorzystywać swą mocną pozycję na dworze wiedeńskim. Wymusił na Austriakach m.in. zgodę na sprowadzenie zwłok Adama Mickiewicza, współorganizował wielką, krajową wystawę gospodarczą we Lwowie w 1894 roku, w czasie której gościł sam cesarz Franciszek Józef I.

Ukoronowaniem kariery politycznej Badeniego było mianowanie go w 1895 roku Premierem Austrii. Jego gabinet nazywano często „polskim rządem”, gdyż istotne stanowiska objęło tam kilku Polaków. Premier Kazimierz Badeni przeszedł do historii zwłaszcza jako człowiek dążący do zwiększenia roli narodów słowiańskich w monarchii austro-węgierskiej. Jego decyzja o ustanowieniu w Czechach języka czeskiego językiem urzędowym wywołała ostry konflikt z politykami niemieckimi.

Po dymisji w 1897 roku wycofał się z czynnego życia politycznego i osiadł w majątku rodzinnym w Busku niedaleko Lwowa. Zmarł w pociągu wracając z kuracji leczniczej w Karlsbadzie (Karlovych Varach). Specjalny telegram kondolencyjny wysłał sam cesarz, zaś pogrzeb 12 lipca 1909 roku był uroczystością państwową, na którą zjechało wielu dostojników austriackich i galicyjskich, uruchomiono m.in. specjalny pociąg dowożący żałobników ze Lwowa.

Kazimierz Badeni w uznaniu swych zasług otrzymał tytuły honorowego obywatela wielu miast galicyjskich, m.in. Rzeszowa, Łańcuta, Leżajska, Przemyśla, Jarosławia, Ropczyc Jasła, Krosna i Sanoka.

Eugeniusz Nazimek

rocznica-tragicznej-smierci-wybitnego-zuzlowca-wywodzacego-sie-z-przybyszowki-eugeniusza-nazimka
Eugeniusz Nazimek Fot. arch

12 lipca 1959 roku, w czasie zawodów sportowych na stadionie rzeszowskiej Stali, zginął wybitny żużlowiec Eugeniusz Nazimek. Przyszły gwiazdor rzeszowskiego żużla urodził się 26 lutego 1927 roku w Przybyszówce, wchodzącej wówczas w skład gminy Świlcza w powiecie rzeszowskim.

Eugeniusz Nazimek od dzieciństwa interesował się motoryzacją. Po zakończeniu II wojny światowej praktykował u rzeszowskiego rzemieślnika Edwarda Gutowskiego, gdzie przerabiał motocykle. Wtedy też rozpoczął próbne jazdy na torze żużlowym ówczesnego Ogniwa, czyli wcześniejszej i późniejszej Resovii. Po roku był już reprezentantem miejscowego Rzeszowskiego Towarzystwa Kolarzy i Motorzystów, występującego w drugoligowych rozgrywkach. Po rozwiązaniu sekcji przeniósł się do tutejszej Gwardii, zaś niedługo później stał się zawodnikiem Polonii Bydgoszcz, której barwy reprezentował przez kilka lat.

W 1955 roku Nazimek powrócił do Rzeszowa, stając się czołową postacią Stali. Był tu żużlowcem i trenerem. Powołany został do – jako pierwszy rzeszowianin – do kadry narodowej, debiutując w meczu ze Szwecją w Sztokholmie. W 1957 roku osiągnął wielki sukces zawodniczy i trenerski: Stal awansowała do I ligi. Wydawało się, że wielka kariera jeszcze przed Nazimkiem. Niestety doszło do strasznej tragedii.

Feralnego dnia, 12 lipca 1959 roku w Rzeszowie miejscowa Stal podejmowała w towarzyskim meczu żużlowym warszawską Legię. Po czterech gonitwach wynik spotkania był remisowy 12:12. Do piątego biegu wystartowali Paweł Waloszek i Stanisław Kaiser z Legii oraz Eugeniusz Nazimek i Józef Batko ze Stali. Po trzech okrążeniach Nazimek był pierwszy, za nim Waloszek, trzeci Batko. Wtedy doszło do tragedii. Nazimkowi odpadł podnóżek z motocykla, świetny żużlowiec stracił równowagę i uderzył w bandę. Gdy się podnosił, najechał na niego zawodnik Legii Stanisław Kaiser. Nazimek zginął na miejscu. Zawody zostały przerwane. Licznie zgromadzona publika, wstrząśnięta opuszczała stadion. Dwa dni później, 14 lipca, najpopularniejszego wówczas rzeszowskiego sportowca żegnało 15 tysięcy osób. Eugeniusz Nazimek spoczął na cmentarzu w rodzinnej Przybyszówce. W 1983 roku na cześć żużlowca po raz pierwszy zorganizowano Memoriał imienia Nazimka, coroczną prestiżową imprezę sportową, rozgrywaną na stadionie Stali.

ks. Bronisław Markiewicz

ks. Bronisław Markiewicz
ks. Bronisław Markiewicz Fot. arch

13 lipca 1842 urodził się błogosławiony ks. Bronisław Markiewicz, który w latach 1877-1884 był proboszczem parafii w Błażowej.

Bronisław Markiewicz Bonawentura przyszedł na świat w Pruchniku koło Jarosławia. Jego rodzice Jan i Maria (z Gryzieckich) zajmowali się rolnictwem i kupiectwem. Ojciec, aktywny społecznie, trzykrotnie był burmistrzem miasteczka. Po ukończeniu gimnazjum w Przemyślu i tamtejszego Wyższego Seminarium Duchownego, Bronisław Markiewicz 15 września 1867 r. został wyświęcony na kapłana. Kilkanaście dni później zaczął pracę jako wikariusz parafii Harta k. Dynowa, gdzie przyczynił się m.in. do budowy kaplic w Szklarach, Lipniku i Bachórzcu, które po latach dały początek samodzielnym parafiom.

W marcu 1870 r. został wikariuszem przy katedrze w Przemyślu, jednocześnie podjął studia filozoficzne i pedagogiczne na uniwersytetach we Lwowie i Krakowie. Po ich ukończeniu zaczął wykładać w Seminarium Duchownym w Przemyślu. W 1876 roku został proboszczem w Gaci, gdzie miał duży wpływ na rozwój nowoczesnego rolnictwa, powstała tam m.in. lokalna spółdzielnia chłopska. W 1877 roku ks. Markiewicz objął probostwo w Błażowej. Otworzył tu m.in. Spółkę Tkaczy, dzięki jego pracy później powstała szkoła tkacka

W 1885 r. wyjechał do Włoch, gdzie był uczniem późniejszego świętego Jana Bosko, został też salezjaninem. Po powrocie do Polski objął parafię w Miejscu Piastowym, gdzie utworzył zakład wychowawczy dla młodzieży, później kolejne w Pawlikowicach i Skoromochach. Rozpoczął wydawanie popularnego miesięcznika „Powściągliwość i Praca”, podjął starania o założenie Zgromadzenia Michała Archanioła (zrealizowane już po jego śmierci).

Zmarł 29 stycznia 1912 roku w Miejscu Piastowym. W 1990 r. jego szczątki zostały przeniesione do tamtejszego kościoła Matki Bożej Królowej Polski. Jeszcze w latach 50. XX wieku został wszczęty jego proces beatyfikacyjny. 19 czerwca 2005 roku w Warszawie ksiądz Markiewicz został ogłoszony błogosławionym.

Aleksander Ładoś

130 lat temu urodził się Aleksander Ładoś, twórca „Grupy Berneńskiej”, rodzinnie związany z Głogowem Małopolskim

W czasie II wojny światowej kierując polską placówką dyplomatyczną w Szwajcarii pomógł polskim żołnierzom ujść przed niemiecką niewolą, zaś współtworząc słynną „Grupę Berneńską” ocalił setki, a może i tysiące Żydów od niechybnej śmierci w komorach gazowych.

Ambasador ŁadośDo niedawna Aleksander Ładoś był postacią mało znaną, niedocenianą i niemal zapomnianą. A przecież jego działalność dyplomatyczna zarówno w okresie międzywojennym, jak i w czasie wojny miała ogromne znaczenie. Głośniej o ambasadorze zrobiło się w 2017 roku, gdy ujawnione zostały dokumenty związane z „Grupą Berneńską”.  Ale wciąż mało znany jest fakt mocnych, rodzinnych związków Ładosia z dzisiejszym Podkarpaciem, a zwłaszcza podrzeszowskim Głogowem Małopolskim.

Potomek węgierskiego osadnika

Początki związków rodziny Ładosiów z dzisiejszym Podkarpaciem sięgają drugiej połowy XVII wieku, gdy w Głowowie (jak wówczas nazywano Głogów Małopolski), należącym do dóbr Hieronima Augustyna Lubomirskiego, pojawił się węgierski osadnik Janos (Jan) Ladosz, ściągnięty tu prawdopodobnie przez wpływowego magnata dla założenia stadniny koni. Według rodowych przekazów miało to nastąpić dokładnie 24 czerwca 1676 roku. W kronice rodziny Ładosiów znajduje się takie wyobrażenie przyjazdu ich protoplasty do miasteczka:

– Wóz podróżny, którym jechał, był zaprzęgiem dwukonnym, zaopatrzonym w kabłąki, na których rozciągnięta była płachta z płótna lnianego koloru szarego. Wewnątrz wozu znajdowały się najpotrzebniejsze rzeczy osobiste i siano, które służyło także za posłanie w czasie postojów i w nocy. Podjeżdżając na miejsce zamieszkania do folwarku w Głogowie pierwszy Ładoś widział palące się ogniska (ognie świętojańskie), które był zapalone w noc świętojańską wokół miasta Głogowa.

Tyle wspomina rodzinna legenda, opisowo przedstawiona w kronice. Nieco światła na okoliczności pojawienia się Ladosza/ Ładosia na tym terenie rzuca Robert Borkowski w książce „Dzieje Głogowa Małopolskiego”:

– Hieronim Augustyn Lubomirski w latach 70. XVII wieku był na Węgrzech. Z inicjatywy posła francuskiego sformował w 1677 roku oddziały posiłkowe w celu wspierania powstańców węgierskich buntujących się przeciwko władzy Habsburgów. Do Rzeczypospolitej wrócił dopiero w 1678 r. i to z tej wyprawy mógł przywieźć ze sobą Ladosza. Głowowski folwark nie przynosił zbyt obfitych plonów, piaszczysta gleba dawała ubogie zbiory. Być może więc Lubomirski zdecydował część folwarcznej ziemi zamienić na pastwiska i łąki, które mogły służyć hodowli koni.Ambasador wśród internowanych polskich żołnierzy

Potomkowie Ladosza, pod spolszczonym nazwiskiem Ładoś, na trwałe wrośli w miasteczko. Kolejne pokolenia zajmowały się m.in. rzemiosłem i masarstwem przyczyniając się do rozwoju miasteczka. W pewnym okresie czasu „eksportowym” wyrobem produkowanym w Głogowie Małopolskim stała się lokalna kiełbasa, którą wytwarzali także Ładosiowie. Do dzisiaj „głogowska” jest określeniem markowej wędliny.

Z kronik wiemy, że Ładosiowie udzielali się społecznie, także w działalności niepodległościowej. Rodowity głogowianin, wybitny etnograf i regionalista Franciszek Kotula wspominał chociażby o miejscowym masarzu i gospodarzu Antonim Ładosiu, który w czasie Powstania Styczniowego dowoził walczącym za nieodległą Wisłą, w zaborze rosyjskim, zaopatrzenie i broń.

Młodość Aleksandra 

Ojciec późniejszego ambasadora – Jan Ładoś – urodził się w Głogowie Małopolskim w 1840 roku. Rodzice chcieli, by został księdzem. W tym celu wyjechał do Lwowa, gdzie miał wstąpić do tamtejszego seminarium. Ostatecznie nie posłuchał jednak rodziców, zaczął studia na lwowskim uniwersytecie, na stałe osiadł w ówczesnej stolicy Galicji, zakładając tam rodzinę. Z pierwszą żoną miał sześcioro dzieci, po jej śmierci związał się z Albiną z domu Kalous. Z tego związku urodził się syn Aleksander i córka Helena. We Lwowie Jan Ładoś pracował jako urzędnik pocztowy, dochodząc stopniowo do wysokich stanowisk. W „Szematyźmie Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkim Księstwem Krakowskim na rok 1893” występuje on jako radca Cesarsko-królewskiej Dyrekcji Poczt i Telegrafów dla Galicji i Wielkiego Księstwa Krakowskiego. Z ówczesnej książki adresowej wynika, że Ładoś senior wraz z rodziną mieszkał przy ulicy Sapiehy. Tam też najpewniej dzieciństwo spędzał Aleksander.

Personel polskiego poselstwa w BrnieAleksander Ładoś przyszedł na świat 27 lipca 1891 roku we Lwowie. Do niedawna za jego datę urodzenia przyjmowano 27 grudnia, ale pracownikom Instytutu Pileckiego udało się odnaleźć zapis metrykalny Ładosia we Lwowie i skorygować datę. Ukończył tamtejsze IV Gimnazjum Klasyczne, później rozpoczął studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Małomiasteczkowe pochodzenie niewątpliwie miało wpływ na poglądy polityczne. Przed wybuchem Wielkiej Wojny związał się w z Polskim Stronnictwem Ludowym „Piast”, współpracował z ludowymi przywódcami takimi jak Wincenty Witos czy Jan Dąbski. W swej działalności posługiwał się pseudonimem Jan Głogowczyk, odnoszącym się zarówno do imienia ojca, jak i miejsca pochodzenia.

Po wybuchu wojny Ładoś zaangażował się w tworzenie Legionu Wschodniego, powstającej we Lwowie pod kierownictwem Naczelnego Komitetu Narodowego polskiej formacji zbrojnej, dowodzonej przez Józefa Hallera. W tym okresie zetknął się m.in. z Józefem Piłsudskim. Wyraźnie różnili się poglądami. Ładoś miał stwierdzić, że brygadier jest marzycielem, pozbawionym pragmatyzmu i zmysłu organizacyjnego. Miało to zaważyć na późniejszej karierze Aleksandra. Po jakimś czasie Ładoś, aresztowany i wydalony z Galicji przez władze austriackie za działalność niepodległościową, wyjechał do Szwajcarii, gdzie we Fryburgu kontynuował przerwane w kraju studia.

W dyplomacji

Wiosną 1919 roku Aleksander Ładoś wrócił do wybijającego się na niepodległość kraju i wstąpił do służby dyplomatycznej. Pracował m.in. jako delegat plebiscytowy na Spiszu i Orawie oraz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, gdzie kierował przez pewien czas Wydziałem Prasowym.

W 1920 roku został sekretarzem polskiej delegacji prowadzącej rozmowy pokojowe, początkowo w Mińsku, później w Rydze. Od grudnia 1921 roku kierował pracami Wydziału Środkowo-Europejskiego MSZ, zaś w październiku 1923 roku został posłem RP w Rydze. Ze stanowiska został odwołany po zamachu majowym. Będąc członkiem PSL „Piast” i nielubiany przez samego Józefa Piłsudskiego popadł w niełaskę nowych władz. W marcu 1927 został co prawda mianowany na stanowisko konsula generalnego RP w Monachium, ale z MSZ zwolniony został latem 1931 roku przez Józefa Becka, którego stał się zagorzałym krytykiem. W Monachium zetknął się z działaczami Narodowo-Socjalistycznej Partii Niemiec. Miał okazję przyglądać się uważnie rozwojowi NSDAP, energicznie prącej ku władzy. Zaczął zdawać sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie z sobą hitleryzm, co też mogło mieć później wpływ na jego działalność.

Wyrzucony z dyplomacji, zajął się m.in. pracą dla szwajcarskiego koncernu Hydro Nitro, działalnością polityczną w PSL „Piast” i dziennikarstwem. Zbliżył się do Frontu Morges – antysanacyjnego porozumienia stworzonego z inicjatywy gen. Władysława Sikorskiego i Ignacego Paderewskiego. Po klęsce wrześniowej znalazł się we Francji, gdzie w październiku 1939 roku wszedł do rządu Sikorskiego. Jako minister bez teki odpowiadał za kontakty z okupowanym krajem. Wkrótce został powołany na szefa placówki dyplomatycznej w Bernie. Sekretarz poselstwa Stanisław Nahlik tak go opisywał:

– Okazałej postawy i tuszy flegmatyk. Przedwcześnie się postarzał, bo siwy zupełnie, choć dopiero po przyjeździe do Berna ukończył pięćdziesiątkę.

Wśród internowanych żołnierzy

Już niemal na początku swej pracy w randze chargé d’affaires ad interim musiał stawić czoła poważnym wyzwaniom. Po klęsce Francji w Szwajcarii znalazła się spora grupa polskich i żydowskich uchodźców oraz 13-tysięczna 2 Dywizja Strzelców Pieszych pod dowództwem urodzonego w Trześniowie koło Haczowa na ziemi sanockiej gen. Bronisława Prugara-Ketlinga.

Początkowo polscy żołnierze traktowani byli przez Szwajcarów z dużą nieufnością. Oficjalnie uznawano ich za część francuskich sił zbrojnych i dlatego realna była groźba odesłania Polaków do niemieckich obozów jenieckich. Ich pozostawienie w Szwajcarii wymagało wielu zabiegów dyplomatycznych podejmowanych przez ambasadora Ładosia. Zabiegów skutecznych. Żołnierze mogli zostać w Szwajcarii, ich warunki pobytu ulegały stopniowej poprawie, znikała nieufność, zaś sam generał pokazał, że potrafi doskonale dowodzić nie tylko w warunkach wojennych, ale również niewoli czy też internowania.

Prugar-Ketling doskonale zdawał sobie sprawę, że nie może pozwolić im na bezczynność, że przegrana kampania nie oznacza końca, że należy szykować się do powrotu do kraju, który kiedyś przecież musi nastąpić. A wtedy też potrzebni będą żołnierze, też potrzebni będą ludzie potrafiący odbudowywać dotknięty katastrofą wojenną kraj. Szczególny nacisk położono na kształcenie żołnierzy. Już pod koniec października 1940 roku, z jego inicjatywy, powstały trzy obozy uniwersyteckie (o kierunkach prawniczych, technicznych, medycznych i ekonomicznych). W ciągu prawie pięcioletniego pobytu w Szwajcarii dyplomy ukończenia szkół wyższych uzyskało 300 podwładnych Prugara-Ketlinga, zaś 60 z nich uzyskało tytuły doktorskie. Niektórzy po wojnie stali się trzonem kadr polskich uczelni.członkowie Grupy Bernenskiej

Ośrodki internowania w Szwajcarii, dzięki niezwykłej aktywności generała oraz wsparciu ambasadora Ładosia, stały się szybko centrami polskiej kultury i nauki na emigracji. Setki młodych ludzi kończyło szkoły, kwitło życie kulturalne, organizowano liczne kursy zawodowe, m.in. samochodowe, elektryczne, radiowe. W ten sposób kształcono przyszłe kadry fachowców, ułatwiano start w przyszłej, powojennej rzeczywistości.

 „Grupa Berneńska”

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej w Szwajcarii znalazło się kilka tysięcy polskich Żydów, których status należało uregulować i otoczyć ich opieką. Liczba ta zaczęła się zwiększać w miarę upływu czasu. Latem 1940 roku Ładoś zatrudnił w wydziale konsularnym urodzonego w Sanoku Juliusza Kűhla, który odtąd miał zajmować się sprawami żydowskimi. Z nimi współpracę nawiązał pochodzący z Ustrzyk Dolnych żydowski kupiec Chaim Israel Eiss. Wraz z pracownikami konsulatu Stefanem Ryniewiczem i Konstantym Rokickim oraz członkiem genewskiego Komitetu Pomocy „RELIC” Abrahamem Silberscheinem stanowić mieli wkrótce trzon nieformalnej grupy, która podjęła się misji ratowania zagrożonej Holokaustem ludności żydowskiej.

Początkowo grupa zajmowała się udzielaniem doraźnej pomocy uchodźcom i osobom pozostałym w kraju, pomagała w wydostawaniu się spod okupacji, szczególnie zaangażowanych politycznie lub religijnie Żydów, zbieraniem informacji o sytuacji w Polsce i innych krajach.

Działalność „Grupy Berneńskiej” zintensyfikowała się w 1942 roku, gdy stało się jasne, że niemieckie plany zakładają fizyczną eksterminację ludności żydowskiej. Poselstwo stało się ważnym miejscem przekazywania dalej wiadomości. Stąd nadano do Ameryki pierwszą informację o likwidowaniu getta w Warszawie. Sposobem na ratowanie Żydów stało się wystawianie im paszportów neutralnych krajów południowoamerykańskich. Dokumenty były początkowo respektowane przez władze niemieckie, ich posiadacze zamiast do obozów zagłady kierowani byli do obozów internowania, gdzie panowały znośne warunki bytowe. Blankiety masowo kupowano od latynoskich dyplomatów. W tzw. archiwum Eissa zachowało się ponad dwa tysiące nazwisk, na które wystawiono dokumenty. Ponieważ z paszportu mogli korzystać nie tylko posiadacze, ale i ich najbliżsi, liczba osób objętych akcją mogła sięgać nawet 10 tysięcy. Wiele z nich uniknęło Zagłady.

 W 1943 roku sprawą lewych paszportów zainteresowała się szwajcarska policja. Dzięki postawie ambasadora Ładosia prowadzącego zakulisowe negocjacje z władzami szwajcarskimi, udało się uniknąć poważniejszych konsekwencji. Szwajcarzy przyjęli do wiadomości tłumaczenia, że akcja prowadzona jest z pobudek humanitarnych.

Pamięć o Aleksandrze Ładosiu

W lipcu 1945 roku, gdy państwa zachodnie cofnęły uznanie polskiemu rządowi emigracyjnemu, misja Aleksandra Ładosia w Szwajcarii dobiegła końca. Początkowo były ambasador mieszkał w Lozannie, później przeniósł się do Clamart pod Paryżem. Żyjąc w niedostatku zaczął chorować. W 1960 roku zdecydował się na powrót do kraju. Zamieszkał w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornej. Zmarł tam 29 grudnia 1963 roku. Spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim. Nigdy się nie ożenił, nie miał dzieci.

Jego rola w ratowaniu Żydów przez dziesięciolecia praktycznie była nieznana. On sam prawdopodobnie miał zamiar to opisać w swych wspomnieniach (rozpoczętych jeszcze w czasie wojny). Niestety zmarł w trakcie pisania. Trzeci tom, gdzie miał przedstawić działania „Grupy Berneńskiej”, urywa się w pół zdania. W 2017 roku w „Gazecie Dzienniku Prawnym” Michał Potocki i Zbigniew Parafionowicz po raz pierwszy szerzej opisali historię „Grupy Berneńskiej”, której bohaterowie odzyskali należne im miejsce w historii i ludzkiej pamięci. W sierpniu 2018 roku polskie władze przejęły Archiwum Eissa – bezcenny zbiór imiennych list, korespondencji i dokumentów dotyczących akcji. Trafił on do zbiorów Muzeum Auschwitz Birkenau. 

Pamięć o Ładosiu mocno kultywowana jest w Głogowie Małopolskim, z którym rodzinnie był związany. Od 2010 roku, co trzy lata odbywają się tu rodzinne zjazdy Ładosiów, rozsianych dzisiaj po całej Polsce, ale wywodzących się od jednego protoplasty – węgierskiego osadnika Janosa Ladosa.

ks. Jan Jarmusiewicz

Jan Jarmusiewicz urodził się w Woli Zarczyckiej, nieopodal Leżajska, w 1781 roku w rodzinie chłopskiej, której przodkowie ponoć przywędrowali na ten teren aż z Litwy. Niezwykłe zdolności, jakie okazywał, sprawiły, że ojciec chciał aby w przyszłości syn został organistą. W wieku ośmiu lat rozpoczął jednak naukę w prywatnej szkole w Leżajsku. W tym okresie zaczął uczyć się gry na skrzypcach. Został też śpiewakiem-sopranistą w farnej kapeli.

Dalsza nauka odbywała się już w Rzeszowie, początkowo w prywatnej szkole administrowanej przez A. Adlera, a następnie w rzeszowskim gimnazjum, w którym prefektem był Franciszek Henryk Hoffman. Po ukończeniu nauki w Rzeszowie powrócił do Leżajska. Pracował w kancelarii miejscowej prefektury. Ponieważ wymagano, żeby pracował za darmo kilka miesięcy, odszedł i podjął się pracy nauczyciela synów barona Bessa – starosty cyrkularnego rzeszowskiego, osiadłego w Żyznowie. Była to decyzja pozytywnie wpływająca na dalsze losy Jana.

W domu chlebodawcy była bogata biblioteka, w której Jan przebywał bardzo często poszerzając swoją wiedzę. Po dwóch latach pracy, zaoszczędziwszy nieco pieniędzy postanowił studiować we Lwowie logikę, metafizykę i etykę u prof. Wiechy, a także fizykę u Zemanczuka, historię naturalną u Kirschbauma. Lubiący muzykę baron, wspierając finansowo, umożliwił Janowi te studia. Dobrą passę przerwała śmierć dobroczyńcy.

Skutecznie ubiegając się o stypendium, rozpoczął studia teologiczne, jednocześnie pracując w domu Wykowskich. Poznał tam późniejsze osobistości, generałów Skrzyneckiego, Mrozińskiego, Rybińskiego. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1804. W roku 1808 rozpoczął w Przemyślu, pracę duchownego i nauczyciela, a następnie we wsi Wojatycze. Zatarg z miejscowym kolatorem, byłym adwokatem w sprawie dziesięcin skłonił ks. Jana do opuszczenia tamtych stron i osiedlenia się w parafii w Przybyszówce, wsi obok Rzeszowa. Przebywał tu od 1814 do 1823 roku. Oprócz posługi duszpasterskiej zajmował się gospodarstwem, edukacją swojego siostrzeńca Stanisława Zagajewskiego i – również na swój koszt – córki swego brata, urzędnika magistratu w Leżajsku – Róży Jarmusiewiczówny, która wyszła po czasie za sędziego ze Świlczy Józefa Wiesiołowskiego. Kiedy ta zmarła, zaopiekował się również jej dwoma synami i czterema córkami.

Liczne wydatki, a przy tym wysokie podatki, skłoniły kapłana do ubiegania się o bogatszą parafię. W 1823 roku osiadł w podrzeszowskim Zaczerniu. Był już w tym czasie człowiekiem światłym, o różnych zainteresowaniach. Właśnie w Zaczerniu powstał traktat „Chorał gregoriański rytualny”, ogłoszony w Wiedniu w roku 1834. W kronice parafii zaczerskiej z I połowy XIX wieku, pisanej prawdopodobnie ręką i piórem ks. Jana Jarmusiewicza znajduje się również informacja o wydaniu ważkiego traktatu „Nowy system muzyki – czyli gruntowne objaśnienie melodyi, harmonii i kompozycji muzykalnej według zasad dotąd nieznanych”.

Z racji różnorakich zainteresowań i niewątpliwie szczególnych uzdolnień, ks. Jan cieszył się wśród parafian wielką estymą. Był autorem książki „Mowy do ludu wiejskiego, krótkie i łatwe na wszystkie niedziele i święta”, wydanej w Wiedniu w 1841 roku. Doradzał parafianom w sprawach rolnych. W okresie pobytu w Zaczerniu skonstruował sieczkarnię o dwu nożach, która pracowała kilkanaście lat bez awarii, a na której wzorowali się miejscowi gospodarze. Jego dziełem była też międlarnia, która zastępowała pracę dziesięciu międlarek. Propagował sadownictwo i szczepienie drzew owocowych. Skonstruował ścienny zegar z drewnianym werkiem, który był czynny przez 15 lat.

Niezwykłą jego konstrukcją był również klawiolin. Jak pisał w 1863 roku F.M. Sobieszczański:

„Był to fortepian garbaty, którego poruszenia klawiatury oddawały kwartet ze skrzypców, altówki i wiolonczeli złożony, albowiem zamiast strun metalowych fortepian miał struny kiszkowe, na które małe smyczki za pomocą wewnętrznej maszyneryi działał”.

Ponoć klawiolin otrzymał w zapisie od jego twórcy miejscowy mechanik Karol Szeliga. Czy instrument przetrwał czasy szelowej rabacji trudno dziś stwierdzić. Nie odnaleziono go do dzisiaj. Za swoją działalność na polu teorii muzyki Towarzystwo Muzykalne Lwowskie mianowało w roku 1842 ks. Jana Jarmusiewicza swym członkiem honorowym.

Ostatnie lata życia w Zaczerniu księdza Jana obfitowały w liczne klęski żywiołowe. W 1831 roku panowała na Rzeszowszczyźnie cholera. Osobliwy był też rok 1843, kiedy to cała zima była ciepła, zaś w marcu i kwietniu ukazała się na firmamencie kometa. Przy końcu lipca 1844 roku nad Zaczerniem przez 8 dni szalała nawałnica. Woda zalała wówczas pola i łąki. Dnia 5 sierpnia owego roku, ks. Jan Jarmusiewicz zmarł. Miejsca jego pochówku nie udało się dotychczas ustalić. (j)

Franciszek Rąb

Franciszek Rąb urodził się 25 sierpnia 1888 roku, w Krasnem pod Rzeszowem.

Był synem Andrzeja i Tekli z d. Kozioł-Rutkowskiej. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie uzyskał tytuł doktora praw. Ochotniczo brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej i polsko-bolszewickiej. Po studiach przez kilka lat pracował w szkolnictwie w Łodzi, gdzie był inspektorem i wizytatorem, później był aplikantem w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Był aktywny społecznie i politycznie, angażował się w tworzenie kółek rolniczych, działał w Towarzystwie Szkół Ludowych. W latach 1922-28 był posłem wybranym z listy Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej, należał do Związku Ludowo-Demokratycznego i Stronnictwa Narodowego.

Franciszek RąbW 1934 roku wrócił do Rzeszowa, zdał egzamin adwokacki i przez dwa lata współprowadził kancelarię. Był wiceprezesem rzeszowskiego okręgu Stronnictwa Narodowego i prezesem lokalnej Akcji Katolickiej. Głośno stało się o nim w 1934 roku, gdy przebywając u swego brata ks. Andrzeja Rąba, proboszcza parafii w Kolonii Polskiej koło Przeworska, padł ofiarą napaści grasującej na tym terenie bandy niejakiego Płoskonia. Były poseł cudem uniknął śmierci z rąk rzezimieszków.

W maju 1939 roku Franciszek Rąb wybrany został do rzeszowskiej rady miejskiej. Jako działacz narodowy i społeczny był pod obserwacją Niemców. 18 maja 1940 roku został aresztowany przez Gestapo, po jakimś czasie wypuszczony z więzienia. Rok później hitlerowcy przyszli po niego drugi raz. Tym razem został osadzony w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, gdzie zginął w kwietniu 1943 roku. (j)